O tym przeczytacie na blogu...

Jak wykonać własnoręcznie buty dla lalki? Czy gadżety dla lalek muszą być drogie? W jaki sposób stworzyć dziecku (bądź sobie) magiczny świat zabawy, przy niewielkim nakładzie finansowym? Między innymi o tych, jak również o innych lalkowych kwestiach, przeczytacie na moim blogu. Zapraszam

Drogi Czytelniku

Zdjęcia na blogu są mojego autorstwa. Jeśli udostępniam zdjęcie wykonane przez inną osobę, informuję o tym, podając źródło. Chcesz wykorzystać moje zdjęcie? Zapytaj :-) Wykorzystujesz mój pomysł na lalkowy gadżet i pokazujesz efekt w sieci? Bardzo się cieszę, choć nie ukrywam, że będzie mi miło, jeśli podasz źródło, z którego korzystałeś. Dziękuję :-) Aya ze Świata Lalek

Szukaj na tym blogu

___________________________________________________________________________

wtorek, 29 grudnia 2015

Dobrze, przyznaję się, kupiłam kolejną lalkę...

     Kiedy, skuszona przedświąteczną promocją,
kupowałam Nikki fashionistkę 2012 <patrz tutaj>,
jej koleżanki zerkały błagalnie w moją stronę...
Żal było dziewczyny opuszczać...
      
       Nie chciałam większej ilości lalek... Albo inaczej - chciałam lalki wyłącznie z mojej listy życzeń, których zdjęcia skrupulatnie gromadzę w jednym z folderów mojego komputera, wzdychając przy każdym kolejnym oglądaniu jego zawartości. Powód: skąpstwo + możliwości pojemnościowe mojego mieszkania + "bez przesady, mogę żyć bez tych wszystkich innych lalek".  I tak mijały dni..., a ja myślałam o "biednych, samotnych plastikach" z "majtającymi" się kończynami...

      Cena była przecież niewątpliwie kusząca, a artykulacja pożądana (ewentualne przyszłe przeszczepy, szkice i rysunki czy sesje w nowych ubrankach) i... tak rozważając wszystkie "za" i "przeciw", ponownie zawitałam do tego wspaniałomyślnego sklepu (to znaczy Mikołaj zawitał). 

     Krótko przed świętami, stan ilościowy owych lalek diametralnie zmalał - pomocnicy Mikołaja prawdopodobnie skorzystali z promocji. Została tylko jedna dziewczyna, zakamuflowana za sztywnymi blondynami, w tylnych zakamarkach półki... Być może ktoś schował ją tam, czekając na lepszy moment dokonania zakupu, albo... zwyczajnie czekała na mnie (przeznaczenie - można rzec).

Barbie Fashionistas 2012 - Summer

      Nie jest to ruda i piegowata Midge, o której marzę i śnię, ale doszłam do wniosku, że w tym kolorze włosów nie tylko wspomnianej Piegusce jest do twarzy. Po wyjęciu z pudełka, Summer od razu urzekła wszystkich swoją energią i kocią kokieterią, sprawiając wrażenie, że w ogóle nie potrzebuje "oswajania". Zaaklimatyzowała się natychmiastowo.


Lalkowy kot uwielbia ją całym swoim włochatym ciałkiem 
(no dobrze, plastikowym ciałkiem) 


      Tak jak Nikki pokochała gitarę <KLIK>, tak Summer pokochała kota. Osobiście nie wiem, które ukochanie lepsze, bo oba bliskie mojemu sercu (choć ze względu na szacunek wobec istoty żywej, myślę, że warto postawić na kota...) W każdym razie, obie dziewczyny odnalazły swoje pasje - jedna: artystyczną, druga: zamiłowanie do zwierząt. 

      Summer skradła moje serce, więc przypuszczam, że do planowanych wcześniej przeszczepów nie dopuszczę... Cóż... trzeba będzie szukać szczęścia w trupiolandach... (znikome szanse powodzenia, ale kto marzycielce zabroni snucia nierealnych wizji...)

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Imię wysoce pożądane...

      Tę lalkę już znacie i wiecie, że zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia <klik>. Chyba każdy, kto systematycznie śledzi zabawkowy asortyment sklepów stacjonarnych i internetowych, zauważył, że lalki ciemnoskóre to rzadki kąsek. Są laleczki ciemne, można rzec: opalone, ale znalezienie takich bardzo ciemnych w zasadzie graniczy z cudem. Większa szansa trafia się pewnie w dużych miastach, a te mniejsze, takie jak moje, niejednokrotnie często muszą zadowolić się standardowymi barbiowatymi. Stąd, kiedy trafi się wspomniana panna, ciężko oprzeć się pokusie. 
      Tak było ze mną. Zobaczyłam tę buzię, kolor ciałka... i dziękuję - lalka moja. Poza jej urodą oraz zwracającym uwagę strojem i dodatkami, w zasadzie panienka nie ma nic szczególnego do zaoferowania - ciałko sztywne, ruchy ograniczone (zresztą, już o tym pisałam...).

      Dziewczyna jedynie patrzy przymilnie, trzepocząc swymi długimi rzęsami, co wynagradza brak artykulacji i łagodzi świadomość wydanych pieniędzy.


      Laleczka stała na swoim stojaku, dostojnie potwierdzając urodą, załączony do niej certyfikat lalki kolekcjonerskiej. Cieszyła oko. Wiedziałam jednak, że dziewczyna długo tak nie postoi, bo pozostawienie lalki samej sobie, nie należy do mojej natury. Muszę lalkę zmieniać, muszę przy niej manipulować. Być może popełniłam zbrodnię, wyjmując jej kolczyki, związując włosy i szyjąc nowy strój, ale myślę, że oswoiłam ją. Już nie jest zimną, piękną lalką do oglądania - przystąpiła do lalkowej społeczności mojego domu. W jakiś sposób zintegrowała się.

      
      Zastanawiam się na imieniem dla niej. Może Wy coś podpowiecie? Na Młodą nie mam co liczyć, bo każdego dnia, przydziela rzeczonej pannie inne imię. :D A mnie nic do głowy nie przychodzi... Więc może Wy? Podzielicie się ze mną swoimi pomysłami?


wtorek, 22 grudnia 2015

Nowe życie Steffi

    Pamiętacie zakudloną Stefkę, którą prawie dwa tygodnie temu przytaszczyłam z ciucholandu? Jeśli nie pamiętacie, bądź jesteście na moim blogu pierwszy raz, zapraszam do podejrzenia wątku TUTAJ

    Stefka wyglądała tragicznie - sami wiecie, jednak wizualnie odżyła po przejściu odpowiednich zabiegów pielęgnacyjnych. Kilkanaście dni w nowym domu sprawiło, że poczuła się na nowo kochana. Wszyscy się troszczą o jej lepsze samopoczucie i widać, że dziewczyna zapomina o traumatycznych przejściach...  Kiedy w dniu pamiętnego odzysku dostała jedynie robocze okrycie, obiecałam jej nową kreację.

    Trochę to trwało, ale wreszcie zmobilizowałam się do uszycia czegoś co, w moim przekonaniu, miało wydobyć prawdziwą naturę Stefanii... 

Oto  nowy wizerunek naszej Steffi

Gorset + spodnie
kolczyki + bransoletka


W przodzie spodni imitacja paska i marszczenia 
(te ostatnie w odpowiednim oświetleniu imitują kieszonki).

Gorset na metalowych ramiączkach, wiązany z tyłu tasiemką.
Końce tasiemki zabezpieczyłam koralikami i klejem kropelką.
Spodnie zapinane z tyłu na rzep.

Na stópkach znane już Wam buciki

poniedziałek, 21 grudnia 2015

GitaRara

       Czasami odnoszę wrażenie, że z lalkami jest jak z kotami - to one nami rządzą...  Coś w tym chyba jest... Myślisz, działasz i tworzysz - dla lalek. Przeważnie zużywasz faktyczny, nadszarpnięty życiem "przydaś", ale czyż nie kusiła Was kiedyś manipulacja przy przedmiocie sprawnym i drogim, tylko po to, aby przekształcić go na coś pożądanego w świecie lalek...? Jestem przekonana, że macie czasem takie chętki... A wszystko przez te nasze lalki! Nieprawdaż? 
      Kiedy byłam nastolatką marzyła mi się gra na gitarze, a właściwie to wtedy już samo posiadanie i podziwianie "prawdziwej" gitary, bez wydawania z niej jakichkolwiek dźwięków, mogło mnie wysoce usatysfakcjonować. Niestety nie było mi dane doświadczyć wspomnianej przyjemności. 
      Zamiłowanie do tego instrumentu przetrwało w mojej głowie, jednak nie jest już tak silne, aby porywać się na gitarę ludzkich rozmiarów. Postanowiłam zatem zaopatrzyć moje panny w nadmieniony przedmiot uwielbienia. 
      Kiedyś w SH udało mi się wyłowić maleńką gitarę (którą podejrzycie tutaj) i właściwie wtedy byłam usatysfakcjonowana łupem. Jednak z czasem zaczęłam być bardziej wymagająca... Nie pasował mi rozmiar, nie pasowały kolory i doszłam do wniosku, że w ogóle wszystko w tej gitarce gryzie się z powagą moich panien. Obsesja na punkcie tego instrumentu sprawiła, że zaczynałam się zastanawiać, czy nie kupić pewnej rzeźby, dostrzeżonej w komisie i nie odpiłować od niej gitary, trzymanej przez zdziwionego, drewnianego luda... Koszt rzeźby i szacunek wobec artysty zdecydowanie sprowadziły mnie na ziemię, niwecząc cały plan.

      Gitarowe obrazy męczyły mnie długo, do momentu, kiedy w starej teczce na rysunki, ujrzałam kilka grubych tekturek... Już wiedziałam, w jaki sposób sprowadzić do Świata Lalek gitarę... 
Skleiłam ze sobą kilka grubych tekturek,
z których wycięłam odpowiedni kształt i pomalowałam całość akrylami.
Do tego dołożyłam kilka szpilek, syntetyczną nitkę
i powstała gitara...


Pierwsze zainteresowały się nią Kassandra i artykulowana Nikki.
Myślę, że dziewczynom bardzo pasuje ten instrument...


Tutorial z wykonania gitary napiszę wkrótce...
 Edit: Tutorial jest dostępny w zaktualizowanej zakładce
Coś z niczego...
Wpis ten dedykuję mojej Przyjaciółce z dzieciństwa, 
która również odkrywa ponownie Świat Lalek.
Czasem tutaj zagląda, więc na pewno przeczyta...
Moja Kochana, 
jak widzisz, dziewczyny przygrywają Twoim lalkowym działaniom,
aby były jak najprzyjemniejsze...
Jednocześnie pozdrawiają Twoją Teresę, 
czekając na jej nowe kreacje :)
 

sobota, 19 grudnia 2015

Opatrzność czuwa nad... lalkarzami...

     Kilka dni temu powitaliśmy nową lalczynę... Trzeba przyznać, że robi się tłoczno... Niestety fakt ten nie zniechęca do przyjmowania nowych, plastikowych domowników. Szaleństwo! No taka prawda - nie ma co się czaić. Z drugiej strony, jedni mogą upychać na półkach grube klasery ze znaczkami, inni różnego rodzaju bibeloty, zatem my możemy stadnie gromadzić lalki. Zgadza się?

      Książki, sztalugi, blejtramy, przybory do malowania i rysowania, "przydasie" oraz lale to elementy wyposażenia, najwyraźniej niezbędne w naszym domu. Tego wszystkiego zawsze jest mało i ciągle napływają nowe. Cóż zrobić, każdy ma swoje fiksum - dyrdum...

     Ale do rzeczy... Panna, o której piszę, trafiła do nas drogą sklepowej, podstępnej manipulacji umysłami. Dostrzegłam promocję i... już było pozamiatane. Za taką kwotę jeszcze nie spotkałam tej lalki, więc czuję się częściowo rozgrzeszona. Poszukiwałam przecież artykułowanej panny o ciemnej karnacji... No i jest! Opatrzność czuwa nad lalkarzami... można rzec...

        To druga Nikki w naszym domostwie. Muszę przyznać, że widywałam ją na różnych blogach, czy w sklepach internetowych, jednak nigdy jakoś specjalnie nie pałałam do niej miłością - w przeciwieństwie do pierwszej Nikki, którą uwielbiam, mimo jej sztywnego ciałka. Ma ona cudne, puszyste afro - loczki, naturalną buzię i nieśmiały uśmiech... Druga natomiast jakoś do mnie nie przemawiała. Myślę, że gdyby nie wspomniana promocja, pewnie nigdy bym nie kupiła tej lalczyny ... A tak... mamy dwie Nikkusie.

        Nie żałuję. Panna zyskuje przy bliższym poznaniu, choć walka z klejglutem na głowie była długa... Na szczęście patent z talkiem podziałał... To właściwie przyjemna dziewczyna. Nawet makijaż, który działał na mnie wcześniej, niczym płachta na byka, już tak bardzo mnie nie drażni. Polubiłam ją - taką, jaka jest.


A oto obie dziewczyny razem
Nikki Fashionistas 2012  i Nikki Fashionistats 2014




___________________________________________________________________________
Dziękuję za wizytę na moim blogu. Zapraszam do ponownych odwiedzin. Pozdrawiam ciepło. Aya
___________________________________________________________________________

Prywatną wiadomość prześlesz do mnie poprzez poniższy formularz:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *