O CZYM JEST TEN BLOG?

Jak wykonać własnoręcznie różne gadżety dla lalki? Czy akcesoria dla lalek i zabawki muszą być drogie? W jaki sposób stworzyć twórczą przestrzeń do indywidualnego rozwoju (swojego lub dziecka), przy niewielkim nakładzie finansowym? Między innymi o tych, jak również o innych lalkowych kwestiach, przeczytacie na moim blogu. Zapraszam

Drogi Czytelniku

Zdjęcia na blogu są mojego autorstwa. Jeśli udostępniam zdjęcie wykonane przez inną osobę, informuję o tym podając źródło. Chcesz wykorzystać moje zdjęcie? Zapytaj :-) Dziękuję :-) Aya ze Świata Lalek
Copyright: Aya w Świecie Lalek

Szukaj na tym blogu

___________________________________________________________________________
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Milie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 maja 2017

Lalka (prawie) w podróży

      Asha polubiła podróżowanie tak bardzo, że przejawiam niemałe obawy przed planowaną próbą zniechęcenia jej do kolejnej wspólnej podróży. A takie plany już wstępnie poczyniłam, chcąc zabrać na najbliższy wojaż inną pannę (najbliższy - to wielkie słowo, bo planowany dopiero za ponad miesiąc, ale tak czy inaczej przygotowania trwają). Asha wyczuła pismo nosem i błyskawicznie upatrzyła sobie miejsce na walizce - ani myśli opuszczać swój posterunek, uparciucha mała! 

Przesuwasz walizkę, żeby dostać się do szafy...
Asha jest pod ręką! 
Odkurzasz walizkę...
O Ashy nie zapomnisz. 
Poprawiasz suwak w walizce...
Asha Ci pomoże! 

Chcesz podnieść walizkę...
Asha upada z impetem, przypominając mało subtelnie, że jest częścią tego domu 
(i TEJŻE walizki)! 

I masz babo placek! 
Z Ashą nie wygrasz!


      Na szczęście, w moim lalkowisku, wyłącznie Asha jest taka rozkapryszona - pozostałe panny potrafią zrozumieć, że wypadałoby dać szansę innym koleżankom na wyjazdową sesję... To wiele ułatwia... Z walizką pełną lalek, trudno byłoby przecież podróżować...

Zatem plany wyjazdowe już są i za kilka tygodni dowiecie się która panna, wraz z nadąsaną i dumną z siebie Ashą, wyruszy w podróż... Ashy NIE DA się chyba nie zabrać...

Tymczasem, w zakamarkach mojego komputera znalazłam zdjęcia z zeszłorocznych podróży, których jeszcze Wam nie pokazywałam. Postanowiłam więc, w ramach opóźnionego celebrowania Dnia Lalki w Podróży, zaprosić Was do wspólnego wspominania starych dobrych czasów.



Oby tegoroczne wojaże były równie udane!
Tego sobie i Wam najserdeczniej życzę!
Pozdrawiam ciepło!

piątek, 19 sierpnia 2016

Promocja, pani! Gratisy, pani! Bierz pani!

W ostatnich dniach, niespodziewanie, trafiła pod mój dach kolejna panna Barbie o moldzie Milie...

(Tak, wiem - Mattel. Tak, wiem, miałam uskuteczniać bojkot tej firmy...)

      Kiedy w dorosłym już życiu zaczynałam swoją przygodę z lalkami, niespecjalnie interesowały mnie panny blondyny - przygarniałam je wyłącznie wtedy, gdy trafiały się jako tanie znajdki w ciucholandach. 

Moje chciejstwo lalkowe dopominało się panien egzotycznych, ciemnoskórych i ciemnowłosych, a sama klasyczna Barbie przemykała jedynie gdzieś obok, bez wzbudzania wybitnie intensywnych emocji. Myślę, że gdyby nie wspomniane w tytule promocje, chyba żadna ze współczesnych tradycyjnych blond-Barbie nigdy by do mnie nie trafiła... 

      Jako pierwsza z powyższych przywędrowała do mnie Barbie Made to Move - czyli znana Wam Baśka :-) Powiem szczerze, że w zasadzie bardziej kusiło mnie jej ciałko niż buzia, a i tak decyzję o jej zakupie podjęłam dopiero wtedy, kiedy jeden z supermarketów uraczył mnie znaczącą obniżką cen.

Nie spodziewałam się, że tak bardzo polubię tę buzię! Cieszyłam się, że mam w zbiorze lalkę o nowym barbiowym moldzie.

Zbierać barbioszkowate i nie mieć współczesnej odsłony buzi Barbie? 
No jakże to tak...


      Pomimo radości z przygarnięcia lalki o moldzie Milie, nie planowałam powiększania zbioru o kolejne panny z tym moldem (i w dodatku w takiej malunkowej odsłonie). Ale jakże życie lalkoluba bywa przewrotne! Nadeszły supermarketowe promocje związane z Dniem Dziecka, a wraz z nimi panny Fashionistas po 20zł... Cóż, jakże z takiej promocji nie skorzystać? A ponieważ, dostępne wtedy w sklepie, wszystkie inne fashioniski pierwszego wypustu 2016  już posiadałam, do mojego koszyka wskoczyła kędziorka...


      Ostatnio natomiast przytuptała do mnie poniżej prezentowana panna - lalka, którą do tej pory omijałam pokaźnej szerokości łukiem...


A wszystko przez Leclerc i jego gratisy!*


      Tak, to informacja o ubrankach zadziała na mnie najsilniej, choć nie ukrywam, że miałam w planach zakupienie także lalki. Nie planowałam jednak blondyny! Uznałam, że skoro lalki są tańsze i w dodatku dodają do nich gratisowo ubranko, to skorzystam i zakupię zeszłoroczną niebieskooką fashionistkę z koczkiem, o moldzie Ashy... Jak pewnie wiecie, lubię ten mold i sama nie wiem dlaczego, jeszcze nie mam tej lalki u siebie... (Może dlatego, że tam gdzie jest dostępna, jej cena ciągle oscyluje w granicach 45zł?)



      Niestety, kiedy przybyłam do sklepu, okazało się, że promocji podlegają wyłącznie Fashionistki z nowego wypustu, a zeszłoroczne nadal figurują ze starą ceną. Kwestia ubrankowa przedstawiała się też inaczej niż liczyłam - dodawali jedno ubranko gratis, a nie dwa.
A niech to!

      Spośród nowych "faszek", które są tam dostępne, mam wszystkie - poza wspomnianą wyżej blondyną... Dlatego w pierwszym momencie zrezygnowałam z zakupu... Nie chciałam jej.

Jednak robal niedosytu drążył z godziny na godzinę większą dziurą, 
ukazując w pamięci coraz wyraźniej UBRANKO, 
jakie mogłabym mieć, gdybym ów zakup zrobiła...



      Minął dzień i ponownie zagościłam w sklepie, kierując się... na dział z zabawkami. Wzięłam do ręki blondynę i pomyślałam, że:

a) właściwie to ową pannę blondynę mogę potraktować, jako dopełnienie serii...
b) bądź też wykorzystać jej ubranko i buciki...
c) mogę ją kiedyś sprzedać, jeśli miejsca mi na półce zabraknie...
d) mogę poćwiczyć na niej repaint...
e) nie będę przedłużać - CHCĘ TO UBRANKO!

No i mam. 

Czerwona koszula z długim rękawkiem... 
Spodobała mi się od pierwszego wejrzenia... 
Bo była
gratis...





___________________________________
  1. Zdjęcie Fashionistki Ashy pochodzi ze strony: http://www.ebay.com/itm/Barbie-Fashionistas-Doll-Plum-Plaid-/262333975412?hash=item3d1452cb74
  2. Zdjęcie kotka zapożyczyłam ze strony: http://www.wykop.pl/tag/kotecek/archiwum/2013-05/, jednak nie znalazłam tam informacji o jego autorze. Tych, którzy mogą tę kwestię wyjaśnić, proszę o odzew. 
  3. Robaczek pochodzi z: http://www.gify.net/cat-robaki-i-robale-232.htm
  4. Obrazek "śmieszka" z końca postu pochodzi z Internetu, z jednego z forów - nie znam jego autora; ktokolwiek cokolwiek wie, proszę o informację:
* Nadmieniona w tekście promocja leclercowa trwa do 28 sierpnia 2016.

sobota, 13 sierpnia 2016

Plamy na honorze...

      Obiecałam sobie, że przez jakiś czas będę omijać wytwory Mattela szerokim na kilka kilometrów łukiem goryczy... Sprawa klejglutowa bowiem nie dawała mi o sobie zapomnieć; zniesmaczyłam się. Mój bojkot jednakże, dokładnie zaplanowany i otoczony woalką wzburzenia, trwał może hmmm... dwa-trzy tygodnie (?) i niestety umarł śmiercią mało honorową. :-( Do mojego domostwa wprowadziła się kolejna mattelka, a na swoje usprawiedliwienie dodam, że odrobinę inna niż pozostałe, bo ... nieletnia. 

Zauroczyła mnie na lotnisku w Dalamanie i nie pozwoliła odlecieć do Polski samotnie.
W zasadzie to zauroczyła mnie jej maleńka cena, a dopiero później lalka...
Jakoś tak trudno było wyjść z tamtego lalkowego sklepu bez jakiejś lalkowej pamiątki. 
W dodatku Baśka rozpoznała w niej swoją zaginioną przed laty siostrę... Rozumiecie...
No dobrze, pomińmy milczeniem ten mało chwalebny akt samozepsucia lalkowego 
i przejdźmy do meritum...

Pozwólcie, że Barbara poczyni wszystkie formalności i zaprezentuje Młodą.

Oto ona: Stacie 
[dla mnie: Anastazja, czyli Nastusia]
z serii:  Barbie & Her Sisters In The Great Puppy Adventure
(Barbie i Siostry: Wielka przygoda z pieskami)


Przybyła do nas wraz ze swoim pieskiem

 To bardzo sympatyczna i szalona laleczka.

Dobrze się u nas czuje, o co dba doskonale nasza Basia.

Nastusia lubi wygłupy, ale ogólnie jest grzeczna i słucha rad swojej starszej siostry.
Sielanka, można rzec ;-)

No powiedzcie sami, czy mogłam przejść obok niej obojętnie?

***
Przy okazji prezentuję Wam mój ostatni wytwór z przydasiów:
lalkowe krzesełko plażowe/ ogrodowe
Kto jest zainteresowany przebiegiem jego powstania zapraszam do zakładki
MIŁEGO WEEKENDU!

środa, 10 sierpnia 2016

Pierwsza podróż Basi...

  Wczoraj wróciłam z kolejnej nieoczekiwanej podróży. Czasem zastanawiam się, czy warto rozpakowywać walizki, bo moje życie od wielu lat stało się dla mnie nieprzewidywalne i w zasadzie nieustannie ruchome. Przyjmuję to jednak z pokorą i przyjemnością, bo tak właściwie to lubię ten ciągły rodzinno - zawodowy rozgardiasz. No, ale dość o mnie, wszak to blog lalkowy, a nie personalny. :-)

Na wyprawę, o której za chwilę krótko opowiem, postanowiłam zabrać Basię. Wspomniana panienka - jak niektórzy z Was wiedzą - jest istotą niezwykle romantyczną, delikatną i... kochającą poezję. Pomyślałam, że taka wyprawa będzie sprzyjała wenie, która z kolei zaowocuje (być może) nowymi, basiowymi wierszami. Poza tym, trzeba być sprawiedliwym i dać szansę wszystkim lalkom na "zagramaniczny" wojaż... Nieprawdaż?

Pomysł związany z rozbudzeniem weny, bardzo się Baśce spodobał, 
choć trzeba szczerze przyznać, że w pierwszych chwilach pobytu, 
chęć zaistnienia na jednym z lalkowych portali społecznościowych, 
okazała się silniejsza od poszukiwania weny...

Oto Basia i jej słit focie na lalkową grupę fejsbuka. ;-)


Po pierwszej euforii, wróciło chwilowe opamiętanie 
i panna postanowiła zapoznać się wreszcie z nowym miejscem. 

Lokalna herbatka - specjał na upały - wywarła na Basi duże wrażenie,
a nam - jej ludzkim towarzyszom - dała ukojenie w żarze tureckiego słońca.  
[gorąca herbata w upał naprawdę potrafi zdziałać cuda]


Cóż, po ponad tygodniowym odpoczynku w domowych, polskich pieleszach, 
wróciliśmy do... Turcji. :-)
Tym razem mieliśmy okazję obejrzeć: 
Marmaris, Içmeler (Iczmeler) i Dalaman.


Basi spodobały się niewątpliwie popołudniowe spacery po plaży...


Góry Taurus okalające zewsząd morze robiły na nas wrażenie
i chyba nie nadejdzie taki dzień, w którym przestaniemy się nimi zachwycać 
[choć są tam skorpiony i węże -  na szczęście poruszają się w wyższych partiach wspomnianych gór, do których nie dotarliśmy i raczej nie dotrzemy]


Spacery po marinie w Marmaris przypadły Basi do gustu. 


Jednakowy entuzjazm budziła u Basi obserwacja miasta z hotelowego tarasu,


 jak też z naszego, osobistego balkonu.


Spacerom po okolicy nie było końca!


Czasem trzeba było odpocząć w cieniu

Jak widać, Basia przygotowała szeroki zestaw garderoby ;-)


Co nie zmienia faktu, że kupno miejscowych ciuszków również ją kusiło...
Niestety, rozmiar nie ten ... ;-)

Ach, wspaniałe chwile, które szybko mijają...
Teraz Basia siedzi i skrobie na karteluszkach jakieś wiersze i wierszyki...
Widać wyjazd dobrze jej zrobił ;-)
___________________________________
POZDRAWIAM WAS!
Dziękuję za tyle miłych komentarzy pod ostatnim wpisem.
Postaram się nadrobić zaległości i odpowiedzieć na wszystkie, 
jak też odwiedzić Wasze wspaniałe blogi. 
Tak bardzo mi ich brakowało!
Niestety w Turcji dostęp do bloggera był czasem ograniczony. 
Uściski!


___________________________________________________________________________
Dziękuję za wizytę na moim blogu. Zapraszam do ponownych odwiedzin. Pozdrawiam ciepło. Aya
___________________________________________________________________________

Prywatną wiadomość prześlesz do mnie poprzez poniższy formularz:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *