Postanowiłam poświęcić wolne chwile kolejnej pannie, która od dłuższego czasu pozostawała poza strefą moich blogowych wynurzeń.
Summer siedziała cichutko w pudle, podglądając ukradkiem moje lalkowe poczynania i cierpliwie czekała na moment, w którym zaproszę ją do wspólnych harców. Od dawna nie pisałam postów dzień po dniu, ale skoro obecny weekend uraczył mnie odrobiną wolności lalkowej, postanowiłam skorzystać z okazji.
Fotografowanie lalek stało się dla mnie bardzo przyjemnym weekendowym, bądź wyjazdowym rytuałem, który jednocześnie jest także alternatywą dla porzuconego jakiś czas temu malowania i rysowania.
Kiedyś zapewne przeproszę się z portretami i pejzażami, ale teraz zdecydowanie potrzebowałam odpoczynku. Cieszę się, że mogę "odpoczywać" w towarzystwie lalek... :-)
No, ale wróćmy do Summer...
Summer trafiła do mnie przypadkowo, dzięki zeszłorocznej przedświątecznej promocji.
Przypadek, jak każdy lalkowy, wyszedł obu stronom na dobre
- lalka zyskała dom, a ja: jej pozytywną energię.
Ogniste, rudo-czerwone włosy, pomimo wybitnie jesiennej kolorystyki, emanują latem.
Wszak to panna SUMMER!
Z czasem planuję przemalować jej oczka i usta,
choć taką jaka jest również lubię.
To urodzona modelka.
Przed aparatem odnalazła się natychmiastowo.
Zresztą, któż nie odnalazłaby się na placu zabaw?
Znacie takie osoby? Bo ja nie.
:D ;-)
i...
miłego poniedziałku!
A na koniec jeszcze
BONUS!
Oto Pan Hydrant.
Stoi sobie na moim osiedlu, obok pobliskiej szkoły :-)
Pan Hydrant lubi swoją pracę... Jest zawsze uśmiechnięty (nawet w poniedziałki).
Bądźcie jak Pan Hydrant!