Czy pluszowe lalki mogą być równie sympatyczne, jak te plastikowe? Pewnie jest to kwestia gustu, indywidualnych zainteresowań i kierunku własnego zbieractwa... Ja do tej pory niespecjalnie zwracałam uwagę na nieplastikowe twory zabawkowe. Wszelkiego rodzaju bobasy, przytulanki, miękkie pluszaki istniały sobie w zabawkowym świecie... - tyle, że nie w moim. Trwało to do czasu nim spod sterty miękkich pluszowych odnóży (kiedy to szukałam w ciucholandzie zajadle czegoś barbiowego) wyłonił się on:
Spojrzałam na niego i... przepadłam...
Wyjście ze sklepu i zostawienie go samego w tym gąszczu niechcianych różności,
przekraczało moje możliwości akceptacji.
Musiałam go zabrać, tym bardziej, że kosztował jedynie złotówkę.
Taki mały chłoptaś z pluszu, a tyle w nim uroku...
W dodatku to marzyciel..., a przynajmniej tak czuję...
Błądzi ciągle tym swoim uroczym wzorkiem po ścianach pokoju,
uśmiechając się sam do siebie... Ewidentnie o czymś marzy...
Nie pytajcie dlaczego został Gambusiem, choć jego oryginalne imię to Rascal...
Ot Gambuś i tyle...
Maluch powstał w 2000 roku i pochodzi z serii zabawek Beanie Boppers firmy TY.
Więcej informacji na temat tych zabawek znajdziecie na blogu Kasi Zbieraczki
która to, o czym wcześniej nie wiedziałam, również swego czasu trafiła w SH na tego typu brzdące.
Znalazłam jej wpis, kiedy przeszukiwałam Internet w celu identyfikacji mojego Gambusia.
Polecam wpis wszystkim zainteresowanym.
:-)
Gambuś jest przeuroczy...
Najbardziej zachwyca mnie dokładność wykonania tej zabawki.
Zauważyć można świetnie uszyte spodenki, genialnie wymodelowane uszka..., przesłodką buzię...
(posiada nawet pępek, ale wstydził się go publicznie pokazać)
Jak informuje metka ukryta pod spodenkami, zabawka została wykonana ręcznie.
Czy można przejść obojętnie obok takiego pluszowego lalka?
Ja nie dałam rady...
Gambuś życzy Wam wspaniałego weekendu i odpoczynku.
A ja przyłączam się do gambusiowych życzeń.