O tym przeczytacie na blogu...

Jak wykonać własnoręcznie buty dla lalki? Czy gadżety dla lalek muszą być drogie? W jaki sposób stworzyć dziecku (bądź sobie) magiczny świat zabawy, przy niewielkim nakładzie finansowym? Między innymi o tych, jak również o innych lalkowych kwestiach, przeczytacie na moim blogu. Zapraszam

Drogi Czytelniku

Zdjęcia na blogu są mojego autorstwa. Jeśli udostępniam zdjęcie wykonane przez inną osobę, informuję o tym, podając źródło. Chcesz wykorzystać moje zdjęcie? Zapytaj :-) Wykorzystujesz mój pomysł na lalkowy gadżet i pokazujesz efekt w sieci? Bardzo się cieszę, choć nie ukrywam, że będzie mi miło, jeśli podasz źródło, z którego korzystałeś. Dziękuję :-) Aya ze Świata Lalek

Szukaj na tym blogu

___________________________________________________________________________

sobota, 24 września 2016

Maluchy

      Cóż, to już jest chyba w miarę stała tendencja w życiu każdego lalkoluba, kiedy to od czasu do czasu przygarnia lalki, mające się nijak do jego wstępnie poczynionych zamierzeń kolekcjonerskich. 

Napatoczą się bowiem takie znajdki...
 Tanie, biedne, samotne i smutne...
Cóż zrobić? Mus jest brać! 

      Tak było w przypadku lalek, które pragnę Wam dzisiaj przedstawić. Obie wyszukałam w miejscowych ciucholandach i przyznam, że nie znalazłam w sobie takiej siły, która mogłaby mnie zmusić do pozostawienia Maluchów na pastwę niewiadomego, ciucholandowego losu. 

 Oto panny:  
Chelsea i Kelly!
:-)
Obie urocze!

Większa trafiła pod mój dach kilka lat temu,
 mniejsza natomiast rezyduje u mnie od tygodnia.


Nie mam pojęcia z jakiej serii pochodzi Chelsea,
ponieważ przybyła do mnie goła (i wesoła).
A przecież oryginalne ubranko tak wiele by ułatwiło...!

Samo ciałko (w tym ułożenie rąk i dłoni) sugeruje kilka serii: [KLIK] i [KLIK]

Mała Kelly natomiast, pochodzi z serii: Potty Training.

 http://www.marcdolls.ch/pottytraining.JPG

Jej ciałko jest dość charakterystyczne.
Przystosowano je do... picia i ... siusiania :-)

W ustach posiada otworek na butelkę, 
a na brzuszku gumowe serduszko, po przyciśnięciu którego, robi siusiu.

Nasza Kelly została zatem odpieluszkowana i uczy się korzystania z toalety!

Dla dziecka jest to bajer niesamowity. 
Ja sama pamiętam, jak bardzo w dzieciństwie uwielbiałam siusiające lalki...
^_^ 
Karmienie i sadzanie na nocniku - to była dopiero zabawa! 


Biedne znajdki zajmują niewiele miejsca... 
Zatem właściwie dlaczego miałabym żałować im ciepłego kącika w domu?

Spójrzcie na Nastusię!
Poznaliście ją kilka wpisów temu...
Wtedy to ona występowała w roli młodszej siostry...
A teraz?
Teraz, odnalazła się doskonale w roli tej starszej...!

Hmmm...
Widać los tak chciał ;-) 



POZDRAWIAM WEEKENDOWO!

niedziela, 18 września 2016

Kocie Worki, czyli tanie lalkowanie

      Każdy z Was ma zapewne swoje ulubione sklepy, do których - jak przypuszczam - należą także wybrane ciucholandy. No bo jakże ich nie lubić, jeśli za małe pieniądze można tam nabyć tak wiele ciekawych gadżetów? Przecież ciucholandy to nie tylko królestwo tanich, niepowtarzalnych ubrań, ale w dużej mierze także miejsca, w których entuzjaści lalek, artyści oraz inni pasjonaci czegokolwiek odnajdują przedmioty, dodające rumieńców ich pasjom. Toż one właśnie poszerzają pole naszych osobistych kreatywnych działań! :-) Ciucholandy to takie kocie worki - nigdy nie wiesz, co się w nich trafi, co nie zmienia faktu, że samo wyszukiwanie i odkrywanie takich maleńkich skarbów jest najprzyjemniejsze. :-)

Tak właśnie jest ze mną. 

      Ubrania... lubię, ale stanowią one mniej istotną część moich namiętnych poszukiwań. No, chyba, że mają rozmiar lalkowy - takie przygarniam od razu!

***

 Kiedyś była taka tendencja modowa (a może nadal jest?),
która wykluczała w ubiorze łączenie czerwieni z różem.
Musicie jednak wiedzieć, że zarówno ja, jak i moje lalki,
nie poddajemy się żadnym tendencjom! 
One ubierają się w to, co im się podoba, a ja oczywiście temu serdecznie przyklaskuję.

Spójrzcie na Ashę!
Czyż nie wygląda ona pięknie w takim ciucholandowym zestawieniu?

Panna Skipper też ma swoje zdanie i styl.

Mimo, że niebieski z czerwonym to już ponoć przeżytek,
ona się tym nie przejmuje! I czyż nie wygląda ładnie?

Ku upamiętnieniu ostatnich chwil lata, Kędziorka pozbyła się szortów, 
pragnąc zaprezentować Wam kostium kąpielowy. 

(Przerobiłam go trochę, usuwając zniszczone niebieskie wstążki, 
które zastąpiłam czarnymi akcentami i cyrkoniami.)

Elizabeth, czyli po naszemu Ela, ma dla Was inną propozycję.

Niesymetryczna sukienka, pasek z motylkiem i oczywiście trampki.
Wszystko, poza butami, pochodzi z SH.


Przejdźmy do kolejnej panny :-)

To odważna Dziewczyna!
Nie dość, że debiutuje na moim blogu, to w dodatku prezentuje bieliznę.
Przyznajcie, że i widoczne na zdjęciu klapeczki są dość nietuzinkowe...

Choć w warunkach domowych to wszak podstawowe elementy ubioru.

A teraz...
wystarczy dodać inny mały szczegół i górna cześć bielizny może pełnić funkcję topu,
albo elementu bikini  - w sam raz do wędrówek po plaży.

No i nasza Neko!
Na tę pannę zawsze mogę liczyć...
Wyobraźcie sobie, że żadna inna panna nie chciała przymierzyć tej sukienki...
A przecież to ciekawa kreacja... 
Owszem, dość starodawna, ale kto artystycznej duszy zabroni? 

edit: 
Dzięki autorce bloga Laleczki Kelly - Shelly i ich kuzyni 
dowiedziałam się, że prezentowana sukienka pochodzi od lalki Fleur 

A poniżej kolejna sukienka i moja piękna ciemnolica modelka. 

I Młodej coś się trafiło: nowe spodnie. 
Trochę zbyt pasiasto, ale przynajmniej cieplej niż w jej firmowych szortach.

Podsumowując... 
Poza ubrankami wpadły mi w ręce następujące rzeczy...

  • Buciki:

  •  Gadżety, które mogę wykorzystać do kreowania jakichś scenografii, sesji...
(nie nadają się dla barbiowych stóp, pomimo odpowiedniej skali, 
ale ... jakby to ująć: "ładnie wyglądają")


  • Walizeczka

  • Gitara

  • Lalkowe naczynia

  • Telewizor ze stolikiem na lalkowe gazety (wymaga przemalowania)

  •  Inne drobiazgi

  •   Plecaczek

  • Maleńki misio :-)

  • I... kolejna lalka z Simby :D 


      Za wszystkie ubranka, buciki, małe gadżety i lalkę Arielkę zapłaciłam łącznie: 9,50 zł. Cena zapewne byłaby jeszcze niższa, gdybym udała się do tego sklepu kilka dni później, bowiem we wspomnianym ciucholandzie cena dnia, licząc od dnia dostawy, codziennie jest obniżana. Jednak, jak to zwykle z "Kocimi Workami" bywa..., nie mogłam mieć pewności, że ktoś tego nie zdąży kupić, zanim tzw. "cena dnia" zmaleje... To prawie jak hazard ;-) (Czekać na cenę niższą, czy brać teraz...?) Czasem czekam do ostatniej chwili, wtedy takie zabawki kosztują łącznie 2-3zł, ale cóż... czasem zwyczajnie nie daję rady. :) :D

Jak mija Wam weekend? Mam nadzieję, że lalkowo.
Miłego nadchodzącego tygodnia! 
Buziaki!

sobota, 10 września 2016

Sobotnie popołudnie Raquelle

     
Moja Raquelle!
Jakże długo nie było jej w blogosferze! 

 
      Panienka czekała cierpliwie, żyjąc sobie nienachalnie w ludzkim świecie. Dzisiaj jednak, widząc, że wychodzę z domu z aparatem, skorzystała z okazji i wskoczyła błyskawicznie do mojej torebki (stara szkoła Ashy). :-) 

To był dobry pomysł, na którym skorzystałyśmy obie.  Nacieszyłyśmy się bowiem swoim towarzystwem (bez długiego łańcuszka pozostałych lalek, które wiecznie czegoś ode mnie chcą) i przy okazji przetestowałyśmy nowy lalkowy sprzęt. 



 Tę deskorolkę, którą trzyma Raquelle, kupiłam wczoraj.


Kosztowała mnie półtorej złotówki, a znalazłam ją w sklepie typu: "Wszystko do 4zł"

(Jeśli chcecie zobaczyć jak wyglądała w opakowaniu, zapraszam do zakładki


Pierwsze próby z deskorolką nie były łatwe :-)


Zdarzył się nawet upadek ;-)


Na szczęście nie zniechęcił on Raquelle do dalszych prób :-)


Od czasu do czasu trzeba było odpocząć :-)

I wracało się do zabawy.

To było cudowne popołudnie!


Wraz z Raquelle, życzymy Wam miłej niedzieli! 
:-)



niedziela, 4 września 2016

Popołudnie w parku

     Oto pierwszy weekend nowego roku szkolnego... Nadszedł wrzesień... Czas mija nieubłaganie szybko, pędząc gdzieś w zawrotnym tempie. Dobrze, że w tym nieustającym ruchu, mamy swoje lalkowanie, które łagodzi stres podczas naszej pogoni za szalejącym w przestrzeni czasem. 

Nie wiem jak u Was, ale nas ostatnio pogoda ewidentnie rozpieszczała, próbując chyba osłodzić wspomnienie chłodnego, polskiego lata. Wszystko jednak ma swój kres - także chwilowa wspaniałomyślność natury. Niedzielnym popołudniem spadł deszcz, ale zanim to nastąpiło, spędzałam przyjemnie czas, spacerując po miejskim parku w towarzystwie jednej z moich plastikowych panienek.

Grace wybiegała się za wszystkie czasy, dotleniła swoje plastikowe ciałko, a przy okazji poznała trochę lepiej miasto, które do tej pory podziwiała jedynie przez okno...  :-)

Duże wrażenie zrobiły na niej okoliczne graffiti. 
Zresztą, ja także bardzo je lubię. :-)



 W parku można było nie tylko pobiegać,


ale także odpocząć i zespolić się z naturą
 :-)



Można było zobaczyć kaczki...,


czy też okoliczny Dworek...

Chyba nie doceniałam wcześniej tego parku :-)


Postaram się częściej tam zaglądać...

Tymczasem życzę Wam miłego tygodnia! 
:-) 
_____________________________

PS - Informacja dla Oli:

Na powyższych fotkach możesz zobaczyć jak prezentują się usta Grace po zmyciu pierwotnej farby i nałożeniu mieszanki transparentnego akrylu perłowego i brązu. Nie bawiłam się w żadne cieniowanie, jedynie nałożyłam cienką warstwę wspomnianej mieszanki. W moim przekonaniu usta wyglądają lepiej niż wcześniejsze [patrz tutaj: KLIK], ale ocena i wybór farb należą do Ciebie. Uściski. :-)

___________________________________________________________________________
Dziękuję za wizytę na moim blogu. Zapraszam do ponownych odwiedzin. Pozdrawiam ciepło. Aya
___________________________________________________________________________

Prywatną wiadomość prześlesz do mnie poprzez poniższy formularz:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *