O tym przeczytacie na blogu...

Jak wykonać własnoręcznie buty dla lalki? Czy gadżety dla lalek muszą być drogie? W jaki sposób stworzyć dziecku (bądź sobie) magiczny świat zabawy, przy niewielkim nakładzie finansowym? Między innymi o tych, jak również o innych lalkowych kwestiach, przeczytacie na moim blogu. Zapraszam

Drogi Czytelniku

Zdjęcia na blogu są mojego autorstwa. Jeśli udostępniam zdjęcie wykonane przez inną osobę, informuję o tym, podając źródło. Chcesz wykorzystać moje zdjęcie? Zapytaj :-) Wykorzystujesz mój pomysł na lalkowy gadżet i pokazujesz efekt w sieci? Bardzo się cieszę, choć nie ukrywam, że będzie mi miło, jeśli podasz źródło, z którego korzystałeś. Dziękuję :-) Aya ze Świata Lalek

Szukaj na tym blogu

___________________________________________________________________________

niedziela, 30 października 2016

Buda dla Zmora

      

      Dzisiaj będzie trochę inaczej, przede wszystkim mniej lalkowo. Chociaż, gdyby tak pomyśleć, to temat lalkowania jest tak szeroki, że w zasadzie każdą zabawkową kwestię można do niego dołączyć. 

     Choćby taka psia buda... 
Nie tylko ludzie posiadają psich,
czy też kocich przyjaciół.
Lalki również preferują międzygatunkowe przyjaźnie! 

      Mając tego świadomość, nasze działania niejednokrotnie zostaną zdominowane również przez inne zabawki. No tak to niestety bywa, że Świat Zabawek łączy się nierozerwalnie ze Światem Lalek. Kiedy zahaczymy o jeden z tych światów (półświatków?), jesteśmy także częścią drugiego. Bo, czyż nie jest tak, że krocząc naszymi zabawkowymi skrzyżowaniami, dojdziemy wreszcie do pięknej, choć może nieco krętej dróżki, która i tak zawiedzie nas do Świata Lalek...? Cóż, zabawki to zwarta i solidarna ekipa - trzymają się razem i wspólnie nami manipulują... NIE MA ZMIŁUJ!

Jakiś czas temu trafił pod mój dach pewien maleńki, czworonożny jegomość, który swoją lichą posturą tak bardzo ujął me serce, że postanowiłam wyszukać psiakowi jakichś towarzyszy.


Żeby nie było jednak tak sielsko i cukierkowo 
(CUKIEREK, ALBO PSIKUS!)
zdradzę Wam pewną tajemnicę...

     Otóż, wspomniany jegomość, nazwany roboczo przez mnie Reksiem, to nic innego jak ZMORA pań pracujących w moim ulubionym ciucholandzie! Wyobrażacie sobie? Nie? No to spróbujcie przenieść się oczyma wyobraźni do wspomnianego sklepu... Spróbujcie wczuć się w atmosferę tego magicznego miejsca - miejsca, w którym wartość każdej rzeczy, wyznacza Wyrocznia: PANI WAGA. 

      Idziemy zatem z takim jednym, mikroskopijnym Reksiem w dłoni, kładziemy owego Reksia na wagę i... ZONK! Reksio nic nie waży! :-) I teraz konsternacja... Pani nie wie co zrobić... My stoimy, uśmiechając się anielsko i niewinnie. Reksio leży, czekając na finał... Aż wreszcie padają słowa: A bierz go sobie pani w gratisie, no bo ileż ja mam za niego policzyć! Czy muszę wspominać, że wąż - ukryty głęboko w naszej kieszeni - syczy głośno w największej satysfakcji? Chyba nie... :-) 

      Pół biedy, jeśli taki Reksio vel Zmora trafia się raz na pół roku... Jednak kiedy kilka dni pod rząd przychodzimy do naszej kochanej pani X i jej Wyroczni z kolejnym pojedynczym, małym Reksiem..., nie dziwi chyba nikogo chęć mordu, dostrzegana w oczach owej ekspedientki... Ale czyż to jest nasza wina w tym wszystkim? To nie my ustalaliśmy zasady! Prawda? 

I tym sposobem, mam kilka Reksiów - gratisów, 
a panie X, Y oraz Z bardzo mnie kochają. 
Ja je zresztą też. ;-) 


      No i skoro mam już pod opieką trzy małe Zmory, i każdy z nich Reksiem się zowie, to wypadało jakoś w te Reksie zainwestować i stworzyć dla nich coś, co przypieczętowałoby niejako ten niepisany, sklepowy pakt z diabłem.

I powstała buda.
 ...w której zmieści się każdy Zmór z osobna 
i wszystkie Zmory razem...
 Do wykonania budy wykorzystałam:
- patyczki laryngologiczne
- klej Magic
- przycięte szpilki, jako atrapy gwoździ
- listki, wycięte ozdobnym dziurkaczem z prawdziwych darów jesieni
(Zuzankowo: Brawo Ty!)
- rozcieńczoną farbę akrylową: brązową
- kawałek syntetycznej nitki (pajęczynka)

Mam nadzieję, że Zmorowa Buda przypadła Wam do gustu.
Być może dzięki niej zainspirujecie się do innych drewienkowych zabaw :-)

Dzisiaj natomiast serdecznie Was pozdrawiam
i życzę spokojnego, rodzinnego tygodnia. 

BUZIAKI! 

niedziela, 23 października 2016

Gdy pogoda dopisuje...

... każda lalka się raduje!

      
      Oj tak, ładna pogoda potrafi zdziałać najprawdziwsze cuda - zarówno w świecie lalek, jak też w naszym ludzkim. Kiedy słońce wychodzi zza chmur, na naszych twarzach pojawia się uśmiech - czyż nie jest tak? 

Dzisiaj, jak na zawołanie, zawitało do mojego miasta piękne, złociste słońce. Postanowiłam więc skorzystać z uroków tej jakże kolorowej jesiennej pogody i zmobilizowałam się wreszcie do spaceru z aparatem (i laluszą w torbie) . :-) 


Kto wie, może to już ostatnie podrygi 
tak uroczej jesieni? 


    Tak czy siak spacer uznaję za udany. W dodatku, z dnia na dzień, coraz bardziej zachwyca mnie prezentowana na fotkach panna. :-) 

Mimo sztywniactwa totalnego, ma wiele zalet jak na przykład umiejętność samodzielnego stania i odporność na silne wiatru powiewy ;-) 


 Jej buźka jest niezwykle fotogeniczna


 Zobaczcie sami...


Pięknotka lalkowa bez dwóch zdań
^_^

 Miłego poniedziałku!
BUZIAKI !



sobota, 22 października 2016

Jesienne zachcianki... i patent Dagi z Zuzankowa

      Od jakiegoś czasu wzbogacałam moje lalkowe szeregi zasobami wyłącznie ciucholandowymi. Nadawanie drugiego życia lalkom jest niewątpliwie bardzo przyjemną czynnością, jednakże tęskniłam już trochę za zapachem zapudełkowanych nowości... Postanowiłam zatem rozejrzeć się uważnie po supermarketach i sklepach z zabawkami. Traf chciał, że w krótkim czasie spotkałam dwie niedrogie panny fashionistki...
Cóż było robić - portfel z radością opłacił obie... 

Oto one!
Panna Azjatka nr 19 i Petitka nr 23


Azjatka trafiła do mnie, ponieważ zapragnęłam kolejnej, 
mattelowskiej odsłony tejże uroczej buźki.
 Postanowiłam nazwać ją Mayą...
:-)


Blondynka Mini natomiast jeszcze bez imienia...
To moja trzecia petitka, zaraz po panienkach nr 24 i nr 25 -> KLIK<-.

Spodobały mi się jej zdjęcia "promo", wypatrzone w Internecie.
Oglądając ją wstępnie w sklepach, miałam jednak pewne obiekcje co do zakupu...
 Cóż tu więcej mówić - nagminny zez wielopostaciowy nie zachęca do przygarnięcia...
Na szczęście wreszcie trafiłam na tę "idealną"...
Po rozczesaniu sklejonych lakierem włosków, dziewczynka mnie zauroczyła. 
Nie sądziłam, że tak ją polubię. :-)


Miałam nadzieję, że uda mi się zrobić laluchom zdjęcia w plenerze...
Niestety, deszczowa pogada skutecznie mnie zniechęciła do spacerów z lalkami.

Postanowiłam więc zrobić jesienną sesję w domu.
Skorzystałam przy tym z patentu Dagi z Zuzankowa,
używając liści wyciętych ozdobnym dziurkaczem z prawdziwych darów natury...
Dagusiu, jesteś genialna!


Miłej niedzieli! 
Uściski!

sobota, 15 października 2016

Spełnione marzenie...

       Zamiłowanie do lalek egzotycznych, czy też ciemnoskórych to jedna z wytycznych mojego lalkowego zbieractwa. Uwielbiam te panny i nic na to poradzić nie mogę (zresztą nawet nie chcę). Mogłabym je przygarniać całymi stosami i przypuszczam, że ciągle czułabym niedosyt. 

Każda ciemnoskóra panna przyprawia mnie o radosne bicie serca. W dodatku, kiedy jeszcze posiada starszy typ mattelowskiego ciałka oraz facemold "Asha", moje serce bije ze zdwojoną siłą.

Kilka miesięcy temu, jak być może pamiętacie, udało mi się internetowo pochwycić pannę Christie z serii Picture Pockets o ciałku Twist n' Turn. W tym tygodniu z kolei natrafiłam na Christie Cali Girl 2004, osadzoną na ciałku Belly Button. Moja radość sięga niebios!

O prezentowanej dzisiaj pannie marzyłam od dłuższego czasu. Nie spodziewałam się jednak, że spotkam ją w moim ulubionym szperaku ciucholandowym, o którym od kilku tygodni nieustannie Wam opowiadam, prezentując kolejne zabawkowe zdobycze. 

Doprawdy, powiem Wam, że zaczyna mnie przerażać ta obfitość wspomnianego sklepu...


Panna Christie Cali Girl 2004 trafiła do mnie w negliżu, 
stąd na potrzeby wystąpienia w dzisiejszym blogowym wpisie, 
zmuszona została pożyczyć strój od swojej koleżanki fashionistki.

Myślę jednak, że z czasem wyszukam dla niej inne ubranko.

Jestem zachwycona lalką i jej urodą. 
:-)  
Trzeba przyznać, że panna jest w naprawdę świetnym stanie.

Włoski odrobinę przycięłam, usuwając sfilcowane końcówki. 
Myślę, że taka fryzura pasuje jej idealnie. 


Ach te lalki! 
Cóż one z nami wyprawiają!

POZDRAWIAM WAS!
MIŁEGO WEEKENDU!
 


piątek, 7 października 2016

Barbie Bubblecut Blondi (1963) i Barbie Bubblecut Brunetka (1963)

      Jak wiecie, ostatnio intensywnie buszuję po okolicznych "ciucholandach", i choć moja radość z tych harców jest nieopisana, to takiego szczęścia, jakie ostatnio doświadczyłam, chyba jeszcze trudniej przyjdzie mi zaprezentować. Z drugiej strony doskonale wiem, że niezwykle empatyczne z Was istoty, także zapewne z powodzeniem wczujecie się w mój błogostan.

We wtorek zapuściłam żurawia do kilku boksów z zabawkami w ulubionym sklepie z rodzaju wiadomych i wyżej nadmienionych. Szukałam tam w zasadzie ubranek i butów lalkowych (przyzwyczaiwszy się już, że od kilku tygodni systematycznie coś takiego wynajduję). 

I... nagle... pochwyciłam jakąś kudłatą głowę... 

      Po wyciągnięciu owego znaleziska, moje serce zabiło mocniej. Ba! W przypływie adrenaliny zaczęłam kopać intensywniej... i... znalazłam kolejną, niemalże siostrzaną łepetynę... Różniły się w zasadzie jedynie kolorem włosów i stopniem zniszczenia. 

A wyglądały tak:

Dokonałam wstępnych oględzin ciałkowych, które ukazały mi następujące sygnatury:


Midge 1962, Barbie 1958 by Mattel

Wszechwiedzące Internety poinformowały mnie, 
że obie panny to najpewniej dziewczynki: Barbie Bubblecut 1963.

W oryginale, prawdopodobnie, wyglądały tak:

 źródło: 

źródło:


 Kiedy je kupiłam, były brudne i miały niestety bardzo podniszczone buźki.

Brunetka ma kilka dziurek na twarzy, 
prawdopodobnie po igłach, albo szpilkach, oraz ucięty czubek noska.

Ktoś znęcał się szczególnie namiętnie nad panną blondi.

Liczne ślady po szpilkach, ucięte włosy, przebarwienia na ciałku 
i skutki jakichś amatorskich eksperymentów 
z użyciem ostrego narzędzia na dekolcie i stopach...

To wszystko jednak nie zniechęciło mnie do wzięcia panienek. 

Są przecież namacalną historią Mattela!
Można powiedzieć, że moja Midge vel Madzia zyskała dwie babcie ;-) 

Na razie panny są umyte i prowizorycznie odziane. 
Podmalowałam im trochę rzęsy i brwi, bo miały przetarcia.
Z czasem pomyślę o większych działaniach naprawczych
(m.in. chciałabym usunąć przebarwienia na buźce panny Blondi).

Na razie i tak cieszą moje oko, nawet "podziabane" i przebarwione. :-)

Moje biedne, doświadczone lalątka ;-)
Pozdrawiam Was!
Miłego weekendu!

niedziela, 2 października 2016

Niedzielny spacer Summer i bonus z Panem Hydrantem

      Postanowiłam poświęcić wolne chwile kolejnej pannie, która od dłuższego czasu pozostawała poza strefą moich blogowych wynurzeń.

      Summer siedziała cichutko w pudle, podglądając ukradkiem moje lalkowe poczynania i cierpliwie czekała na moment, w którym zaproszę ją do wspólnych harców. Od dawna nie pisałam postów dzień po dniu, ale skoro obecny weekend uraczył mnie odrobiną wolności lalkowej, postanowiłam skorzystać z okazji. 

Fotografowanie lalek stało się dla mnie bardzo przyjemnym weekendowym, bądź wyjazdowym rytuałem, który jednocześnie jest także alternatywą dla porzuconego jakiś czas temu malowania i rysowania. 

Kiedyś zapewne przeproszę się z portretami i pejzażami, ale teraz zdecydowanie potrzebowałam odpoczynku. Cieszę się, że mogę "odpoczywać" w towarzystwie lalek... :-)

No, ale wróćmy do Summer... 


Summer trafiła do mnie przypadkowo, dzięki zeszłorocznej przedświątecznej promocji. 
 
Przypadek, jak każdy lalkowy, wyszedł obu stronom na dobre 
- lalka zyskała dom, a ja: jej pozytywną energię.
 
 Ogniste, rudo-czerwone włosy, pomimo wybitnie jesiennej kolorystyki, emanują latem.
Wszak to panna SUMMER! 
 

Z czasem planuję przemalować jej oczka i usta, 
choć taką jaka jest również lubię.
 

To urodzona modelka.
Przed aparatem odnalazła się natychmiastowo. 
 
 
Zresztą, któż nie odnalazłaby się na placu zabaw?
Znacie takie osoby? Bo ja nie. 
:D ;-) 

Życzę Wam udanego tygodnia 
i...
miłego poniedziałku! 
 
A na koniec jeszcze
BONUS!
 
Oto Pan Hydrant.
 Stoi sobie na moim osiedlu, obok pobliskiej szkoły :-)
Pan Hydrant lubi swoją pracę... Jest zawsze uśmiechnięty (nawet w poniedziałki).
Bądźcie jak Pan Hydrant!
 

 

 

___________________________________________________________________________
Dziękuję za wizytę na moim blogu. Zapraszam do ponownych odwiedzin. Pozdrawiam ciepło. Aya
___________________________________________________________________________

Prywatną wiadomość prześlesz do mnie poprzez poniższy formularz:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *