O tym przeczytacie na blogu...

Jak wykonać własnoręcznie buty dla lalki? Czy gadżety dla lalek muszą być drogie? W jaki sposób stworzyć dziecku (bądź sobie) magiczny świat zabawy, przy niewielkim nakładzie finansowym? Między innymi o tych, jak również o innych lalkowych kwestiach, przeczytacie na moim blogu. Zapraszam

Drogi Czytelniku

Zdjęcia na blogu są mojego autorstwa. Jeśli udostępniam zdjęcie wykonane przez inną osobę, informuję o tym, podając źródło. Chcesz wykorzystać moje zdjęcie? Zapytaj :-) Wykorzystujesz mój pomysł na lalkowy gadżet i pokazujesz efekt w sieci? Bardzo się cieszę, choć nie ukrywam, że będzie mi miło, jeśli podasz źródło, z którego korzystałeś. Dziękuję :-) Aya ze Świata Lalek

Szukaj na tym blogu

___________________________________________________________________________

niedziela, 15 października 2017

FIMO vs Modelina "Astra" - pierwsze odczucia

       Witajcie Kochani :-)

       Od kilku dni mam możliwość testowania modeliny FIMO oraz porównania jej z Astrą

      Już teraz nasunęły mi się luźne spostrzeżenia i pomyślałam, że niektórym z Was mogą się one przydać - stąd dzisiejszy wpis. 

      Możliwość zabawy wspomnianą modeliną zawdzięczam pewnej życzliwej osobie, która postanowiła podzielić się ze mną kawałkami FIMO, żebym mogła spróbować swoich sił w nowym tworzywie. Kochana Dobra Duszyczko - dziękuję :-)

1.

Pierwsze na co zwróciłam uwagę to konsystencja FIMO
- w moim odczuciu jest ono twardsze od Astry
która z kolei szybko staje się miękka i lepka.

Na myśl przychodzi mi porównanie z gumą balonową... 
FIMO to Hubba Bubba, a Astra to lepka guma kupowana w drażetkach...

Albo inaczej:
  Astra to lepkie, drożdżowe ciasto na pączki,
a FIMO to hmm... ciasto na kruche ciasteczka.

:D :D :D

Miękkość Astry bardzo mi odpowiadała podczas lepienia naleśników, czy jajek sadzonych.
Ich brzegi mogłam zrobić maksymalnie cienkie i łatwo je później wycieniować.
FIMO, w swej czystej postaci, utrudnia mi wykonanie cienkich, fakturowanych brzegów
- podczas prób dociskania do podłoża modelina pęka. 
Trzeba by było to całe FIMO czymś zmiękczyć, nad czym aktualnie pracuję.

 

Nad powyższym naleśnikiem namęczyłam się sporo.
Najpierw, kiedy próbowałam zrobić fakturę patyczkiem, pękały jego brzegi.
Później, po złożeniu naleśnika, pojawiły się pęknięcia przy zgięciu
- musiałam je wygładzać i zalepiać. Przy Astrze nie miałam takich problemów.

2.
Z drugiej strony wspomniane FIMO okazało się idealne 
do zabaw z dziurkaczem ozdobnym!
Dzięki temu, że jest twardsze od Astry, można je z powodzeniem
dziurawić dziurkaczem i nadawać tym samym jednakowy kształt kilku elementom. 
W taki sposób powstały poniższe "ciasteczka z dżemem"


3. 

 Stwierdzam też, że FIMO po utwardzeniu wydaje się trwalsze, bardziej elastyczne,
Astra natomiast jest delikatniejsza i pod wpływem silnego nacisku może się pokruszyć/połamać.
Powyższe ciasteczka ściskałam w dłoni po utwardzeniu i nic im się nie stało.
Przy tak cienkiej masie, Astra już dawno by popękała.

Wszelkie próby odciskania wzorów w FIMO przebiegają szybciej niż z Astrą,
która niczym Potwór-Lepaka-Masa przykleja się do matrycy,
nawet przy zastosowaniu talku.
Zabawa z FIMO pod tym względem wydaje się być łatwiejsza. 

Poniżej gofry, które wykonałam bardzo szybko, 
a odciskanie w nich formy było samą przyjemnością.


4. 
Astrę z kolei cieniuje mi się pastelami łatwiej niż FIMO, może to subiektywne odczucie,
odnoszę jednak wrażenie, że przy Astrze szybciej mogłam osiągnąć pożądany kolorystycznie efekt. 
Tutaj się namęczyłam i efekt w postaci "placka ziemniaczanego z cukrem" nie satysfakcjonuje mnie tak, jakbym tego oczekiwała - robiłam lepsze modelinowe placki :P



5. 

Podsumowując wstępne wrażenia:

  • Zarówno Astra jak i FIMO, w moim przekonaniu, mają swoje plusy i minusy. Obecnie nie jestem w stanie którejkolwiek postawić wyżej nad drugą (jeśli pominiemy kwestię ceny), ale będę działać dalej - być może moje odczucia ulegną zmianie. 


6.

I jeszcze coś na poprawę humoru:

      Jeśli zostanie nam trochę modeliny (Astra, FIMO - wszystko jedno) i nie wiemy, co z nią zrobić, zawsze możemy zrobić coś na kształt kotletów mielonych i powiedzieć, że taka była nasza wizja od początku...





No i tyle ode mnie dzisiaj.
Mam nadzieję, że nie umęczyłam Was za bardzo swoimi wywodami. 
Życzę Wam miłej końcówki weekendu, a od jutra udanego tygodnia. 

Buziaki!

wtorek, 10 października 2017

Modelinowy zapał...

      Bawię się, wiecie? Bawię na całego! Modelinowy zapał nie gaśnie. Efektem moich "zabaw z doskoku" są kolejne elementy lalkowego jadła: 


Zapiekana kiełbaska z ziemniakami "w mundurkach" 
i plasterkiem marchewki


Kurczak pieczony


Chlebek Aish Baladi & Falafel - egipskie danie



Naleśnik z dżemem


Pierogi z "mięsem i skwarkami"


Naleśnik z syropem klonowym


Pozdrawiam Was Kochani!
Buziaki!

sobota, 7 października 2017

Szansa - siostra Nadziei

      Szansa i nadzieja łączą się ze sobą, 
posiadają wspólny nakład emocjonalny 
- obie dążą do lepszego jutra. 

      Każda lalka, porzucona, samotna i zapomniana, ma nadzieję, że otrzyma drugą szansę. Każda lalka otrzymuje tę szansę, jeśli tylko trafi w ręce lalkoluba - wtedy jej nadzieja staje się rzeczywistością. 

      Dzisiejszy wpis będzie z rodzaju tych, które pieją z uznaniem i zachwytem nad pomysłodawcami ciucholandów. Dzięki nim każdy przedmiot otrzymuje drugą szansę i to jest piękne. 

      Ponieważ nałożyłam ostatnio na siebie pieniężny szlaban na nowe, zapudełkowane lalki, szukam ujścia dla swoich lalkowych potrzeb w ciucholandach - zresztą, w sumie nic nowego... Tym sposobem przytuliłam za kilka złotych dwie lalkowe biedoty:


Obie kudłate, brudne, wylęknione, stęsknione za człowiekiem...
Cóż było robić, mus było brać!


Panny przeszły wszelkie zabiegi pielęgnacyjne, 
otrzymały nowe ubrania i... odżyły!


Okazało się, że Panna Blondyneczka 
to Odetta z Jeziora Łabędziego,
a jej strój od kilku lat czekał w moim domu na swoją właścicielkę. 



Strój zdobyty także w ciucholandzie
(jedynie korona należała do innej panny).



Dziewczynka dostała drugą szansę i z niej korzysta!
Piękna prawda?


I choć nie lubię lalkowych księżniczek - ta podbiła moje serce
(pewnie dlatego, że kosztowała niewiele ;-) )



Druga panna też ma się dobrze...

...choć z jej oryginalnego stroju uchowały się jedynie buty.


Żaden to problem dla miłośnika lalek - zawsze znajdzie się jakiś zastępczy ciuch. 
:-)

Lalusza to Skipper,
pochodzi z serii Barbie Sisters Safari,
a w oryginale wyglądała tak:


Odnoszę wrażenie, że trudy lalkowego życia odcisnęły piętno na mojej pannie.
 Oryginalne zdjęcie Mattela prezentuje dziewczynkę.
Moja panna wydaje się dojrzalsza...


Skipper odnalazła swoją rodzinę!

Kuzynkę:


 i 
dwie siostry!



Czyż to nie jest cudowny  HAPPY END?

:-) 


A jak tam Wasze lalkowanie?
Lubicie dawać szansę starym lalkom, które ciągle mają nadzieję? 
Uściski!

___________________________________________________________________________
Dziękuję za wizytę na moim blogu. Zapraszam do ponownych odwiedzin. Pozdrawiam ciepło. Aya
___________________________________________________________________________

Prywatną wiadomość prześlesz do mnie poprzez poniższy formularz:

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *